sobota, 16 listopada 2013

10 pielęgnacyjnych trików Agaty

Postanowiłam podzielić się z Wami paroma zasadami, którymi kieruję się w mojej codziennej pielęgnacji. Większość pewnie nie jest Wam obca, ale kto wie, może odnajdziecie tu coś nowego, co sprawi, że życie stanie się prostsze, a Wy zaczniecie pięknieć w oczach? ;) A jeśli wszystko już znacie, niech ten post będzie otwarciem dyskusji o tym, co można poprawić w pielęgnacji i jak sobie ułatwić życie.

Żeby nie pozostawić tego tekstu bez oprawy wizualnej,
przesyłam Wam lawendowe serduszko :> 

1. Krem do twarzy wciskam w skórę, nie rozsmarowuję go jak farby po ścianie, tylko powoli naciskam kilkoma opuszkami naraz na skórę, wtłaczając drogocenne składniki (które, mam nadzieję, że tam są) głęboko w naskórek. Do tej zasady stosuję się przede wszystkim przy kremach nawilżających. Wierzę, że to pomaga i jeśli jest inaczej, proszę, nie wyprowadzajcie mnie z błędu :).

2. Krem pod oczy aplikuję nieco niżej, a nie tuż pod linią rzęs. Któraś z YouTube'owiczek opowiadała o tym, że to mądry pomysł i że skóra sobie wciągnie wszystko ładnie do góry. Taka metoda aplikacji gwarantuje brak podrażnienia wrażliwych okolic, a rano nie przeszkadza w wykonywaniu makijażu oka.

3. Krem do twarzy, który zapycha lub nie zdążyłam go zużyć w terminie przewidzianym po otwarciu (np. 100 ml w 6 miesięcy – pozdrawiam firmę Apis :)), wykańczam na mniej wrażliwej szyi. BTW, ostatnio postanowiłam zapewnić jej odrobinę luksusu i nabyłam krem przeznaczony specjalnie do szyi. Ciekawe, czy ma szyja doceni wysiłek, czy będzie jej absolutnie wszystko jedno.

4. Kremy, które nie sprawdzają się na ciele, wysyłam na karniaka do stóp. To dotyczy również peelingów (z wyłączeniem tych pozostawiających tłustą warstwę, nie lubię robić efektownych ślizgów po parkiecie). Jeżeli stopy również nie potrafią docenić danego specyfiku, oznacza to tylko jedno: kierunek kosz.

5. Nie wydaję pieniędzy na peelingi do ust (pozdrawiam Pat&Rub!), wykonuję sama mój niezawodny, w 100% naturalny peeling. Oto przepis: pół łyżeczki cukru drobnoziarnistego, pół łyżeczki oleju/oliwy z oliwek, pół łyżeczki miodu (jeśli mam, to jeszcze kilka kropli cytryny, żeby się nie porzygać od nadmiaru słodyczy, no i witamina C też nie zaszkodzi ;)). Wygładza wspaniale, jest w pełni jadalny, naturalny i cenowo bez porównania.

6. Maseczki glinkowe, ale nie tylko takie, spryskuję wodą termalną, co zapobiega ich wysychaniu. Jeżeli nie mam wody termalnej, spryskuję je przegotowaną wodą przelaną do butelki z atomizerem. Takie mokre maseczki mają lepsze działanie, a poza tym potem dużo łatwiej je zmyć z twarzy i uniknąć podrażnień, mogących wystąpić przy pozbywaniu się zaschniętej skorupy.

7. Jeśli skończy mi się żel lub pianka do golenia, wcale nie robię tego, co pewnie setki razy było zalecane na blogach i w kobiecych pismach – nie używam odżywki do włosów. Mam inny sposób – pożyczam piankę lub żel do golenia od męża :D. Jeśli nie hodujecie w domu samca, spróbujcie z tą odżywką...

8. Kiedy zabieram się za peeling stóp, resztkami kremu pozostałymi na rękach wykonuję peeling dłoni. Nawet jeśli mam do czynienia z tak mocnym zdzierakiem, jakim jest peeling Scholla (który składa się w większości z pumeksu, tutaj recenzja: klik klik), szoruję nim dłonie dzielnie, po prostu robię to nieco ostrożniej. To załatwia kolejny przydatny zabieg pielęgnacyjny, na który jakoś nigdy nie mogę znaleźć czasu...

9. Nigdy nie ufam obietnicom nawilżenia w przypadku specyfików do mycia ciała. Bez względu na to, czy nawilżenie obiecuje producent olejku myjącego, kosmetyku z masłem shea w składzie, czy balsamu pod prysznic, nie wierzę, że moja skóra otrzymała to, czego potrzebuje. Produkty myjące służą do mycia, mogą co najwyżej nie naruszać warstwy lipidowej naskórka, a nawilżenie pozostawiam specom, czyli kremom i balsamom. Jeśli odnajdziecie kosmetyk, który szybko się wchłania, zapewnienie skórze odpowiedniej wilgotności to dwie minuty roboty. Nie warto z tego rezygnować.

10. No i oczywiście moje wielkie odkrycie, o którym Wam kiedyś pisałam, a które poczyniłam dopiero kilka miesięcy temu, uwaga, uwaga: żelu do mycia twarzy używam pod prysznicem, a nie nad umywalką! Brawo! Jak ona na to wpadła? :D

Tyle ode mnie. Umieram z ciekawości, jakie są Wasze sprawdzone sztuczki/ułatwiacze. Piszcie, chwalcie się!

20 komentarzy:

  1. Ja cały czas nad umywalką ;)

    Pozostałe triki znam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Generalnie nie mam cierpliwości do kosmetyków, które się u mnie nie sprawdzają, ale kilka szans im daję. I na przykład: odżywki, która przy normalnym użytkowaniu obciąża moje włosy, używam przed myciem włosów.

    Kremy, które nie chcą działać na ryjku, staram się zużyć do stóp, ale zwykle nie działają (jak nie dają rady nawilżyć buzi, to jak mają sobie poradzić ze stopami?:)). To samo dotyczy nóg i takich tam.

    Tak jak Ty nie wierzę we właściwości nawilżające rzeczy do mycia. Poza tym wkurwiają mnie osady, które zostawiają. Takie tłuste coś. Blee. Dlatego też dzielę rzeczy na te do mycia i na te do nawilżania i nie ma tu żadnej wymiany! ( a to ci dopiero).

    Wszystko co kładę na filtr (podkład czy korektor) wklepuję, nigdy nie wcieram. Boję się, że zetrę filtr :D

    Mam też triki pt "jak usprawiedliwić lenistwo".

    Nie wetrę dzisiaj balsamy w pośladki, bo:
    1. bo to bez sensu robić to co dzień. Jeszcze skóra się przyzwyczai.
    2. Był drogi, nie mogę go tak szybko zuzyć (idiotyczne, ale działa!)
    3. to bez sensu, kosmetyki i tak nie zwalczą cellulitu.
    4. dzisiaj jest za zimno/gorąco/deszczowo/wietrznie by wcierać cokolwiek w dupę.
    5. jak to nie działa to jest jeszcze ostateczny argument: i tak kiedyś umrę.

    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahaha, świetne triki na usprawiedliwianie lenistwa, część też stosuję. jeśli chodzi o wcieranie balsamu na cycki, zawsze sobie mówię, że nie mogę dziś zacząć, bo wiem, że nie będę systematyczna w tej dziedzinie, bo nie mam teraz czasu, zatem i tak ten koncentrat za wiele peelenów się zmarnuje, więc... po co zaczynać?

      Usuń
    2. Hahaha doskonałe podsumowanie moich myśli...
      6 nasze babki myły się raz na tydzień a jakie piękne były :D

      Usuń
  3. Ja nie tylko żel do twarzy stosuję pod prysznicem, ale też myję tam zęby. Oszczędność czasu i wody :) Robię to zazwyczaj gdy mam odżywkę na włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Eh, ja dostałam ten peeling od P&R na spotkaniu, fajny gadżet, ale nie za taką cenę. Jak dla mnie sprawdza się bez zarzutu...ale ponownie go nie kupię, tylko zrobię sobie taki peeling jak polecasz, bo przepis jest mi już od dawna znany :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko oprócz 3 i 10 znam i praktykuję :D

    Czasem, kiedy trzymam odżywkę na głowie, w międzyczasie myję umywalkę, ale to pielęgnacja łazienki a nie w łazience, więc się chyba nie liczy? ;P

    A i ostatnio zaczęłam patyczkiem kosmetycznym zamoczonym w micelu ścierać podkład z ust po apikacji, żeby trupio nie wyglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zadziwię Cię, ale wielu z tych trików nie znałam albo nawet nie przyszły mi do głowy.

    O wklepywaniu kremu czytałam i jest to chyba najlepszy sposób rozprowadzenia, go na skórze, ja niestety z uporem maniaka rozmazuję wszystko po paszczy :(

    Zaciekawił mnie natomiast sposób nakładania kosmetyków pod oczy, nie pomyślałam, żeby faktycznie nie nakładać ich tuż pod linią rzęs, z tej cennej rady niewątpliwie skorzystam :)

    Peelingów do ust nie używam, czasem po prostu szoruję po nich szczoteczką do zębów. Kuszące są te z P&R, ale nie za taką cenę. Ale kiedyś miałam z Avonu albo z Oriflame, nie pamiętam dokładnie, pomadkę peelingującą i była boska, pachniała nieziemsko migdałami, pielęgnacyjne cudo :)

    A i swego czasu skórki przy paznokciach wycinałam zaraz po umyciu głowy, jak jeszcze był mokre i ładnie się dzięki temu odsuwały :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pod prysznicem myję nie tylko twarz, ale tez włosy i zęby. Najpierw myję włosy, kiedy jest na nich odżywka myję wszystko inne i na końcu ją spłukuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainteresowałaś mnie tym sposobem aplikacji kremu pod oczy :) Na pewno wypróbuje :) Muszę również koniecznie spróbować tego domowego peelingu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie to już trochę śmieszy jak producenci prześcigają się w tworzeniu kremów do biustu, stóp, rąk, pośladków, łydek. Serio niedługo będzie oddzielny krem do małego palca u stopy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do małego to nie potrzebuję, ale do dużego chętnie kupię – mam jakąś taką WYJĄTKOWO stwardniałą skórę... :P

      Usuń
  10. oj tak serdeczne buziaki dla Pat&Rub :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też podkradam żel mężowi;) Odżywki mi szkoda na włosy, które i tak mają zostać zgolone:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i to jest wreszcie konkretny argument na to, dlaczego lepiej kraść!

      Usuń
  12. ja myję twarz nad umywalką, pod prysznicem nie mogłabym potem otworzyć oczu ;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę zacząć wciskać krem, u mnie cały czas jest styl "na malarza"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, "na malarza", podoba mi się :D u mnie na malarza jest już tylko szyja, jakoś nie wyobrażam sobie wklepywania w nią pieczołowicie kremików. to już zbyt wiele, nawet jak na mnie :)

      Usuń
  14. Hmm ale że odżywkę na kłaki na nogach? serio?serio? chcą sobie wyhodować czy co:D
    ja też mam styl na malarza - trzeba zacząć klepać karoserię hehe:D

    OdpowiedzUsuń