niedziela, 29 września 2013

Denko prodżekt, odc. 6

Ja to się nadaję do denkowania jak krowa do grania na akordeonie. Zużyję 10 produktów i w nagrodę kupuję 20. Bo przecież zrobiło się miejsce! Już na Facebooku się chwaliłam, że mąż ostatnio zainwestował w kolejnego Expedita na moje zbiory, a ja – gdy tylko wejdę do jakiejś lepiej zaopatrzonej apteki lub drogerii – czuję się jak w mieszkaniu u dilera.


No to wiecie, chwalebny czyn popełniłam, denkowałam dzielnie przez calutki miesiąc, możecie mnie pogłaskać po głowie i pochwalić, a następnie bez skrępowania złoić dupsko za kolejne cztery tygodnie zakupowego rozpasania. Cóż, przynajmniej będę miała o czym pisać... PS wybaczcie żółcienie na fotkach, nie wiem, skąd to porąbane światło dziś.


Apis – Arbuzowe Orzeźwienie – Peelingująca galaretka do ciała – bardzo się polubiłyśmy i było mi naprawdę przykro, że się skończyła. Ślicznie pachnie lizakowo-cukierkowym dzieciństwem, dobrze ściera kokosowymi drobinami, jest bardziej wydajna, niż podejrzewałam i słowa złego o niej nie powiem. Recenzja tu: klik. Na pewno znowu kupię.

Palmolive – Aroma Therapy – Absolute Relax – kiedyś zapachy z serii Aroma Therapy wydawały mi się takie głębokie, egzotyczne i wielowymiarowe... dziś czuję w nich prostą, popularną chemię, ale to nic, bo i tak jest ładna. Żel pieni się jak wściekły (nie ma SLS-ów, ale inny, wcale nie łagodny detergent załatwia sprawę), zapach idealny na sezon jesienno-zimowy. Lubię jego łatwą dostępność i niską cenę, i w zasadzie nie widzę powodu, by nie wrócić do Relaksu Absolutnego według Palmolive – nie stanie się to jednak zbyt prędko, bo moje ogromne zapasy żeli pod prysznic obiecały mi długie miesiące życia w czystości. Dlatego może kupię w nieokreślonym kiedyś.

L'Occitane – żel pod prysznic z werbeną – poprawny cytrynowy żel pod prysznic w niepoprawnej cenie (59 zł za 250 ml). Jestem skłonna wydać tyle złotówek na kosmetyk myjący (nawet więcej, ichniejszy migdałowy olejek pod prysznic kosztuje ponad 70 zł i na pewno go jeszcze kupię), ale musi mnie oczarować. Ten ma bardzo przyjemny, świeży, cytrynowy aromat, nieźle się pieni, ale... czy ja wiem? Wersja zdenkowana to miniatura, którą dostałam w zestawie powitalnym, sama raczej bym się na niego nie skusiła za tę cenę. Ale w promocji – czemu nie?


Fitomed – Tonik oczyszczający do cery tłustej z szałwią lekarską – nie mam cery tłustej, więc właściwie nie powinnam go używać. Kupiłam duet tonik + żel do mycia twarzy, kiedy z mojej strefy T zaczęła wytapiać się słonina. To był akt desperacji, może nieco głupi, bo – jak wiadomo – cera nietłusta nie powinna sobie fundować takich wynalazków ze względu na ryzyko wysuszenia. Tonik okazał się na szczęście tak delikatny, że zło z jego strony mnie ominęło. I nie zostawia klejącej warstwy. Niezbyt jest wyjściowy – i zapach, i wygląd, i opakowanie nie zachęcają do dalszej znajomości, minusem jest to, że karmelowy odcień płynu nie pozwala stwierdzić, czy zanieczyszczenia już się wyprowadziły z naszej buzi. To wszystko jednak nie ma znaczenia, bo jest bardzo dobrym tonikiem i myślę, że jeszcze będzie miał okazję postraszyć mnie swą piękną szatą graficzną.

Yves Rocher – Pur Bleuet – dwufazowy płyn do demakijażu – już pisałam, jaki jest fajny (klik, klik), delikatny i skuteczny, zainteresowanych szczegółami odsyłam do recenzji. To moja ulubiona dwufazówka, biorę sobie tylko za punkt honoru kupować ją zawsze w promocji, co w Yves Rocher jest dość łatwe, bo u nich co chwila pojawiają się Największe Okazje Twojego Życia. Już kupiłam kolejne opakowanie i będę kontynuować, dopóki coś nowego nie rzuci mnie na kolana.

Uriage – Crème Lavante (miniatura) – 15-mililitrowa miniatura z lipcowego ShinyBoksa starczyła na ponad dwa tygodnie, dlatego pełnowymiarowa, półlitrowa butla powinna wystarczyć na zawsze :D. Ten delikatny krem myjący do twarzy na początku zachwycił mnie zarówno zapachem, jak i działaniem. Niestety, z dnia na dzień intensywny mydlany (mimo że krem jest sans savon) zapach coraz bardziej mnie drażnił, szczególnie rano na pusty żołądek potrafił wywołać lekką cofkę. Wieczorem było lepiej, a najlepiej po kilkudniowej przerwie. Jeśli chodzi o działanie, bardzo mnie zadowolił – mył dokładnie, nie wysuszał, nie podrażniał. Już myślałam, że się pokochamy, ale niebezpieczny zapach mnie zniechęcił, dlatego przynajmniej na razie nie kupię go ponownie.



Ziaja  – Masło kakaowe do cery normalnej i suchej – żałuję, ale to krem nie dla mnie. Jest zbyt tłusty i mimo że pierwotnie przeznaczyłam go do twarzy, zużyłam wszędzie indziej (tu pozostawiam Wam pole do wyobraźni, jak bardzo wszędzie :p). Lubię jego słodki, ciasteczkowy zapach i idealną biel, ale mam cerę mieszaną, więc dla mnie jest od czapy. Jego już nie kupię, ale kremowy żel pod prysznic z tej serii – bardzo chętnie. Pachnie równie pięknie i nadaje się dla każdego kuki monstera.

Greenland – Mango Body Butter – nie będę się rozwodzić, bo niedawno pisałam o nim tu: klik. Producent kłamie co do składu, masło nie pachnie ładnie i szybko się kończy (ma tylko 100 ml), kosztuje za dużo w stosunku do jakości, dlatego już się nie spotkamy.

Ziołolek – Linomag Bobo A+E – ten tłusty krem zdenkowało dupsko Tomasza, ale warto o tym wspomnieć, bo ta wersja Linomagu naprawdę daje radę. Prawie nie pachnie, nie ma czym podrażniać, zawiera witaminy, jest porządnym tłuściochem dla kurdupli i nie tylko. Zdanie: „Skóra po regularnym stosowaniu kremu staje się gładka i delikatna” jest oczywiście głupie, bo słynna, wręcz mityczna pupa niemowlaka z natury jest gładka i delikatna, a krem li i jedynie zapobiega jej zeskorupieniu i wszelkim innym parchom. Tak czy inaczej kupię kolejne opakowanie.

Dr Irena Eris – Body Art – Intensywnie ujędrniający balsam do pielęgnacji biustu C+ – podsumujmy pewne fakty: balsam „szczególnie polecany jako kuracja ujędrniająca w trakcie stosowania diet odchudzających” (kupiłam go, żeby biust nie poleciał do kolan w trakcie diety odchudzającej i... tak sobie go używałam i używałam, aż pompka wydała ostatnie tchnienie, niestety, nie zdążyłam jeszcze zabrać się za wspomnianą dietę); przeznaczony do pełniejszego biustu C+ – jestem niska, nie mam bardzo dużych piersi, ale według brafitterki to co najmniej F! (te kobiety każdemu poprawią humor – z A zrobią C i tak dalej, polecam!). Jeśli jednak producent zaprojektował ten balsam dla biustów C+ w polskim standardzie, to moje cycki zdecydowanie się nie załapują. I nie bardzo wiem, co mogę powiedzieć o tym wyrobie Irenki. Jest praktycznie bezzapachowy, ma lekką, przyjemną konsystencję, fajnie, że siedzi w airlessie, ale... kosztuje niemało (45 zł za 100 ml), skończył się jakoś podejrzanie szybko i kompletnie nie zauważyłam działania ujędrniającego. Zero napięcia, niezłe nawilżenie... dla mnie o wiele za mało. Nie kupię.


Schwarzkopf – Gliss Kur – Ultimate Volume – odżywka do włosów cienkich, płaskich i zniszczonych, z płynnym kompleksem keratynowym i kolagenem. Łatwo dostępna, niedroga, bardzo ładnie pachnie, wygładza i ułatwia rozczesywanie. Brzmi nieźle, ale ma jedną wadę – włosy cienkie i płaskie nie lubią być dociążane, a ten Gliss Kur jest dla nich dość... przytłaczający. Dużo lepiej sprawdzał się nakładany tylko na długości, z pominięciem sekcji bliskiej skórze. No i – mimo obietnic producenta – na pewno nie zwiększa objętości. Nie mówię nie, może jeszcze kupię.

Bourjois – Kohl & Contour nr 01 – Noir Expert – honoru nieszczęsnej kolorówki broni w tym miesiącu kredka kholowa mojego ulubionego Bourjois w odcieniu Noir Expert, który faktycznie jest reprezentantem frakcji bardzo intensywnej czerni (jak to z kholami bywa). Może kupię ją ponownie, ale nieprędko – mam w domu wiele innych, włączyłam niedawno do makijażu mokre eyelinery, zakochałam się po uszy w wykręcanej kredce Yves Rocher, więc nie spieszy mi się do burżuła ni trochę. Ale jest spoko, jeśli chce Wam się paćkać w miękkim graficie w trakcie temperowania, polecam – dobra do rozcierania i na linię wodną.

Niezłe dnoooo, cooooo?

22 komentarze:

  1. No nieeezłe, bardzo niezłe - głasku, głasku po główce :)
    Mam podobne odczucia jeśli chodzi o Palmolive - kiedyś w czasach kiedy nie wiedziałam co to znaczy swocze i blogger wogóle lubiłam się z tą firmą - nie zwracałam co prawda uwagi na skad (a było coś takiego;) właśnie głównie z uwagi na te głębokie, zmysłowe zapachy, z których pozostała obecnie jedynie nazwa: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ale to jest właśnie niebywałe, że jak człowiek nawącha się zapachów powstałych z lepszych składników, to potem tamte proste chemie tracą swój czar...

      Usuń
  2. Jeżeli lubisz zapach tej serii Ziai, to polecam Ci masło do ciała - jest świetne, no i ten czekoladowy aromat :)

    Płyn dwufazowy z YR również u mnie się świetnie sprawdził, zużyłam dwie butelki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze nie testowałam masełka, ale pewnie prędzej czy później trafi pod mój dach ;) super, że dwufaza YR też Ci podpasowała.

      Usuń
  3. muszę namówic pobliskie krowy żeby pograły mi na akordeonie :D zobaczę jak to wygląda :D balsam przed dietą do cycków :D rozumiem, że to przygotowanie pod dietę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak tak, balsam do cycków zupełnie jak drogie buty do biegania, zanim zaczniesz biegać :D

      Usuń
  4. U mnie z kremem Ziai jest podobnie, mimo, ze przeslicznie pachnie - dla mnie jest zbyt tłusty i tak naprawdę mogłabym używać go wyłącznie raz na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe, że dla Ciebie też za tłusty – przecież masz na twarzy raczej sucharka, prawda?

      Usuń
  5. uwielbiam posty denkowe, bo u mnie one nigdy nie wychodzą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, Sandy, podejmij wyzwanie, zdenkuj coś chociaż co dwa miesiące :D

      Usuń
  6. Świetne zużycia! Dwufazówka z YR jest na mojej liście, może wreszcie przekonam się do tego typu zmywaczy do oczu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jej nie używam codziennie, ze zwykłym makijażem dobrze radzi sobie micel Biodermy, ale jak mam więcej warstw tuszu na rzęsach, YR jest super

      Usuń
  7. Ahahahahaah idę się poryczeć ze śmiechu :D
    "Ten tłusty krem zdenkowało dupsko Tomasza" :D:D:D MISTRZYNI ! :D
    No to zgodnie z życzeniem masz tu głasku a i kopniaczek (ale taki malutki) się należy :) Ale co tu robić, kupowanie to taka fajna czynność... Można się naprawdę uzależnić jak od dobrego stuffu :D :)
    Mimo wszystko dzielna byłaś i wszystko skończyłaś :)
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie Brafitterki zrobiły z A na D :D

    I w sumie dużo lepiej się czuję i wyglądam :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, one to naprawdę potrafią poprawić babie nastrój :)

      Usuń
  9. Nie poszło Ci tak źle, nie narzekaj :) A nagradzać się trzeba, przecież motywacja i materiał do kolejnego denkowania musi być!

    Agatko Droga, jak będę dla Cię wysyłać Caudalie [ jeszcze nie kupione, ale pamiętam! ], dorzucę Ci dwufazę z YR, chcesz? Zużyłam 1/3 i męczy mnie bardzo, bo nie zmywa mi za dobrze oczu :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, ja bardzo chętnie, dziękuję, dla mnie jest super! dziwne, że u Ciebie się nie sprawdza, co Ty tam pakujesz na te oczęta? :D

      Usuń
    2. Kochana, wyślij mi mailem adres w takim razie :)) Ej nie wiem, ja nawet nie używam wodoodpownych kosmetyków, a wszystko mi rozmazuje :(

      Usuń
  10. No no, niezłe denko! Jak to się dzieje, że ja tak nie denkuję?

    OdpowiedzUsuń
  11. Eris jak zwykle kusi opakowaniem :) ale z recenzją mnie nie zachęciłaś ;)

    OdpowiedzUsuń