piątek, 13 września 2013

Astor – Soft Sensation Lipcolor Butter nr 008 Hug Me [recenzja]

Nawilżające szminki w kredce to szał ostatnich miesięcy. Niby nic takiego – pielęgnacyjna pomadka w formie wykręcanego sztyftu – a jednak zainteresowanie jest spore i coraz więcej firm decyduje się wprowadzić do oferty podobny produkt.

Astor ma w swojej kolekcji 8 odcieni, w tym zarówno stonowane nudziaki, jak i bardziej krzykliwe róże i czerwień, więc jest w czym wybierać (cztery Color Boosty od Bourjois w tym kontekście wypadają nieco blado). Ja zdecydowałam się na przytulaśny nr 008 Hug Me, bo po ostatnich szalonych pomadkowo-flamastrowych zakupach odkryłam, że w sumie to nie bardzo mam w co ubrać moje usta na co dzień. Same śliwki, burgundy, jakieś pokręcone kolory dobre na imprezy, na które i tak nie chodzę :D. No cóż, wiele wskazuje na to, że w najbliższym sezonie jesiennym będę zwracać uwagę otoczenia jako sexy mamuśka z wyzywającymi warami ;).

Tymczasem producent mojego stonowanego Hug Me zachwala:
„Najnowsza propozycja to połączenie pięknego i trwałego koloru szminki, nawilżających właściwości balsamu i blasku błyszczyka – to wszystko w jednym, wygodnym kosmetyku”.
Żeby nie przedłużać, od razu powiem, że Astorowi bardzo udał się ten produkt. Nie wiem, jak sprawują się pozostałe odcienie, ale mój jest rewelacyjny!


Kolor, który wybrałam, to uniwersalny zgaszony róż. Ogromnie podoba mi się ten naturalny, nieodwracający uwagi od tego co mówię odcień, który jednak jest doskonale widoczny i ładnie się prezentuje na ustach. Subtelny błysk to zasługa drobinek, które przy aplikacji są lekko wyczuwalne, ale na ustach chropowata faktura zanika.

Pierwsze zdjęcie było robione w dziennym, smętnie deszczowym świetle.
Pozostałe dużo lepiej oddają kolorystyczny sens tej pomadki.

Jeśli chodzi o kwestie – nazwijmy je – techniczne, tu też mogę rzucić garstkę pochwał. Soft Sensation Lipcolor Butter pachnie jak budyń waniliowy i smakuje dużo przyjemniej od Color Boosta, którego niedawno Wam pokazywałam (klik). Smak kojarzy mi się ze starym, dobrym waniliowym Vibovitem, wyjadanym paluchem prosto z kartonika. Ten smak sprawia, że od półtora tygodnia właściwie nie rozstaję się z Hug Me i tylko od czasu do czasu zdradzam ją właśnie z moim pomarańczowym Color Boostem lub jakimś innym wynalazkiem.

Kolejnym plusem jest zauważalne nawilżenie ust. Dopóki warstwa pomadki trwa mężnie na wargach, są one miękkie i wygładzone. Wygląda na to, że pomadko-balsamo-błyszczyki to coś w sam raz dla mnie – podoba mi się w nich zarówno forma podania (czyli wykręcana kredka), jak i pielęgnacyjne właściwości oraz to, że mimo wyraźnej pigmentacji zachowują się na ustach podobnie jak balsamy ochronne i schodzą równomiernie. Mój Hug Me nie zbiera się w załamaniach, nie tworzy brzydkich słojów od pocierania wargą o wargę. Oczywiście nie ma co liczyć na to, że kolor zostanie z nami przez pół dnia – pomadka nie jest wodoodporna i nie ma żadnych nadzwyczajnych właściwości, ale przynajmniej nanoszenie poprawek w ciągu dnia to sama przyjemność (pozdrawiam pokolenie Vibovitu!).

Zbiór korzyści ze stosowania kopiuję prosto ze strony Astor, bo wszystko zgadza się z zapewnieniami producenta:

– intensywny kolor szminki,
– nawilżenie balsamu,
– połysk błyszczyka,
– bardzo precyzyjna aplikacja.

Jestem bardzo ciekawa innych kolorów i pewnie jeszcze na jakiś jeden się skuszę. Noooo, może na dwa... Polecam gorąco, a Color Boostowi odejmuję jedną gwiazdkę z sześciu za gorszy, mydlany smak. Sorry, Bourjois :P.

Pojemność: brak informacji od producenta
Cena: 21–25 zł (ja zapłaciłam 20,99 zł w Rossmannie)
Ocena: 6/6

16 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba ten kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  2. obczaje te kredki, kiedy bede w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, patrzyłam na te pomadki i je macałam, ale jedyna, która mi się podobała [ teraz już nie pamiętam, któa to była ;P ] miałą drobinki, a ja drobinek nie lubię i już!
    Ale super, że u Ciebie się sprawdza - wygląda przytulaśnie i całuśnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no co Ty, M., aż taka jesteś zdecydowana w kwestii drobinek? i żadnych odstępstw? :))

      Usuń
    2. w szminkach zupełnie nie toleruję, mam taką jedną z Sephory, którą muszę komuś wcisnąć, bo chyma zamroczyło mnie, jak kupowałam ;P
      w lakierach do paznokci rzadko bardzo, ale decyduję się na drobinkowe, cienie do powiek też preferuję matowe ;)
      każdy ma swoje paranoje ;)

      P.S. O, logo! Fajowe :)

      Usuń
  4. mam ja mam :D ten sam kolor :D i musiałam się siłą powstrzymac żeby nie lecieć i nie kupic pozostałych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja postanowiłam się nie powstrzymywać, ale na wszelki wypadek nie wybieram się na razie w okolice Rossmannów i innych Super-Pharmów

      Usuń
  5. Wow, ladnie Ci w nim moja droga! Ja w ogole lubie wszystkie tego typu mazidla do ust - Bourjois takze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) faktycznie pasuje do naturalnego odcienia moich ust

      Usuń
  6. Sexy mamuśka:D Haha! Myślę, że mąż bardziej zadowolony z takiej żony, niż mamuśki w dresikach:P

    Bardzo ładnie się prezentuje ta kredka, a i cena przyjazna portfelowi. Podoba mi się, że kształt ma szminki, a nie kredki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo, bardzo :))
    Jak vibovit to rozumiem w pełni miłość od pierwszego maźnięcia;)
    ALe ogólnie widzę zmiany Młoda Matko Tomasza:) rozwijamy się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie się rozkręcam, a graficznie jestem noga :)

      Usuń
  8. mnie się bardzo podobają te szminki w kredce :)) sama mam jedną i bomba.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślałam, że tylko ja wyjadałam Vibovit paluchami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że znalazłoby się spore grono wyjadaczy :D

      Usuń
  10. Te astorowe ustowe kredki wciąż mnie nęcą, podobają mi się kolory, szczególnie taki jeden, arbuzowy róż, ale jeszcze żadnej nie przygarnęłam. Podoba mi się w nich ta ścięta końcówka, a nie typowo kredkowy stożek :D

    OdpowiedzUsuń