środa, 7 sierpnia 2013

Moje kosmetyczne pomyłki, odc. 2

Trochę szitów ostatnio się zebrało, dlatego czas na kolejny odcinek mojego cyklu :). Dzisiejsze kosmetyczne pomyłki łączy jedno: cena nieadekwatna do jakości.

Ekskluzywny łój do rąk:



J.S. Douglas & Söhne – Hand Cream Aloe Vera & Feigenkaktus – aloes z opuncją figową to połączenie, które w mojej wyobraźni miało szansę być jednocześnie dobrym środkiem pielęgnującym i ucztą dla zmysłów. Na stronie perfumerii Douglas zachęcano mnie:
„Długo utrzymująca się świeżość i wilgotność. Już od zarania wieków cieszy się powodzeniem i uznaniem wysokowatrościowy i odświeżający sok z aloe vera oraz opuncja figowa, które były również cenione przez Kleopatrę, Nofretete oraz królów Azteków. Te obydwie substancje pielęgnują dogłębnie skóre dając jej zastrzyk wilgotności i sprawiają, że staje się ona promienna i piękna”.
I cóż, że tekst pisał analfabeta i że nie mamy jak zapytać Azteków, czy naprawdę używali soku z kaktusa. Uwielbiam zieloną herbatę z opuncją i chętnie piję sok z aloesu, więc ochoczo dorzuciłam do zamówienia jeszcze krem do ciała z tej kolekcji. Zaraz po przybyciu paczki otworzyłam krem do rąk i... od tego momentu boję się odkręcić słoik z wersją do ciała. Krem śmierdzi zjełczałym tłuszczem z domieszką czegoś, co automatycznie wywołuje cofkę. Poza tym jest tłusty, wchłania się długo i – co gorsza – jego orzeźwiający zapach trzyma się tak mocno skóry, że nawet mycie rąk silnym detergentem nie pomaga. To jedno z moich najbardziej przykrych doświadczeń kosmetycznych ostatnich miesięcy. Bilet wstępu do krainy wiecznych smrodów: 29 zł.


Z pozdrowieniami dla ociężałych nóg od ociężałych mózgów:


Yves Rocher – S.O.S. Heavy Legs, czyli żel do ociężałych nóg z wyciągiem z ziarnopłonu – na szczęście nie wydałam na ten żel ani złotówki, bo Yves Rocher są tak uprzejmi, że pozbywają się bubli z magazynu, rozdając je ochoczo klientom. Lubię YR, ale myślę, że wizerunek firmy byłby lepszy, gdyby zapas tych sympatycznie wyglądających miętuskowych żeli ktoś komisyjnie wylał do kibla, butelka po butelce, a potem wszyscy zapomnieliby o sprawie. S.O.S. Heavy Legs to cudowne połączenie kamfory i mentolu, tak dobrze mi znane dzięki bohaterowi pierwszego odcinka kosmetycznych pomyłek – pomadce wiśniowej Carmex. Dochodzę do wniosku, że łatwiej znieść mi na ustach kamforowo-mentolowego beznadziejnego Carmexa niż na nogach kamforowo-mentolową pomyłkę YR. Tutaj problemem jest nie tylko wielki smród kamfory i słabe chłodzenie (a więc słaba ulga), lecz także pozostająca na nogach obrzydliwie klejąca warstwa, która nigdy się nie wchłania. Czyli: jeśli posmarujemy nasze ociężałe nogi tym żelem, będą one tak samo ociężałe jak wcześniej, a do tego śmierdzące, klejące i pozbawione nawilżenia. I to za jedyne 59 zł!

Na koniec postanowiłam wspomnieć po raz kolejny o mydle w kostce od L'Occitane, które w regularnej sprzedaży kosztuje aż 30 zł i mimo (dla odmiany) pięknego zapachu zielonej herbaty nie jest warte nawet 1/3 tej zawrotnej kwoty. Piszę o nim znowu, ponieważ w naszej wspólnej historii właśnie nastąpił przełom (w przenośni i dosłownie). Uprzejmie donoszę, że dziś nad ranem kostka dokonała rytualnego rozczłonkowania i obecnie stanowi dwa odrębne byty. Jeden z nich już nie nadaje się do użytku – jest za mały i zbyt rozpaćkany.


Na szczęście to mydło też trafiło do mnie jako gratis, bo nie zwykłam wydawać 30 złotych na – najpiękniej nawet pachnące, ale mimo wszystko wciąż tylko – mydło. Tu możecie przeczytać mój obszerniejszy wywód na temat tego skarbu Prowansji: klik klik.

A jak tam u Was w ostatnim czasie? Jakieś spektakularne klapy? 

13 komentarzy:

  1. Hehee - uwielbiam takei smaczki :)) Wiadomo czego się wystrzegać - ja ostatnio po całości zawiedziona jestem kremem NeoBio - oliwkowy z Ziajki za 3 zł jest znacznie lepszy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nie miałam żadnego z tych pomyłek kosmetycznych

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego nie miałam i na pewno się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, ze ten balsam YR sie nie sprawdzil... Lubie takie chlodzace kosmetyki, ale trudno znalezc naprawde dobry!

    OdpowiedzUsuń
  5. O fuu, ale brzydki! Na pewno ich nie kupię :)
    ja miałam porażkę z Essie, ale to już wiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tyle dobrego, że od Essiaka się nie porzygasz :D

      Usuń
  6. Nie znam żadnej z tych pomyłek, ale sama ostatnio mam parę "przebojów" - kosmetyki, które się... nie wchłaniają. Zastanawiam się, czy to kwestia kosmetyku czy może moja skóra jest jakaś dziwna...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, najbardziej dziwi mnie to,że te szity są drogie! Wydawałoby się, że jak szit, to raczej nie kosztuje fortuny, a jednak :) Będę wiedziała, czego się wystrzegać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie stać mnie na takie kremy :)
    Chyba wolę zwykły glicerynowy za 3 zł z kiosku : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i dobrze, że wolisz, bo jak widać, te z wyższej półki szału nie robią... :)

      Usuń
  9. Nie miałam "przyjemności" z żadnym z nich i będę ich dalej unikać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie miałam żadnego, ale wiem o tym, że czasami cena nie odpowiada jakości i płaci się tylko za markę...

    OdpowiedzUsuń