piątek, 9 sierpnia 2013

Acerin – Intensive – Krem do stóp na suchą i szorstką skórę [recenzja]

Jakiś czas temu rozpoczęłam Wielki Stopowy Plan Naprawczy, którego celem miało być przywrócenie mych dolnych kończyn do stanu niewywołującego odrazy przeplatanej niesmakiem. Ciąża, pierwsze miesiące z dzieckiem i jego kolkami – to wszystko odbiło się na biednych stopach, które niczym człapy niestrudzonej mieszkanki jednej z afrykańskich wiosek pomykały całymi długimi dniami na golasa po podłodze, zaniedbane i dociskane kilkukilogramowym, ryczącym ciężarkiem (znanym w pewnych kręgach jako mój syn Tomasz). Efektem niniejszych wydarzeń był obrazek, który może i bym Wam pokazała, ale nie chcę przyczyniać się do czyjegokolwiek pokolacyjnego rzyga zwrotnego*. A serio, nie były może tak popękane jak w reklamach, ale słoń by się ich nie powstydził.

W ramach WSPN poddałam stopy intensywnemu tuningowi – cotygodniowe peelingi (polecam do tego celu peeling marki Scholl, o którym pisałam TU), jazda pumeksem na mokro pod prysznicem i w miarę regularne kremowanie na noc. Z kremami do stóp, które miałam na stanie, był ten problem, że wszystkie były obrzydliwie tłuste, słabo się wchłaniały (raczej wcierały w prześcieradło) i kiedy mój kilkukilogramowy ciężarek postanowił się rozpłakać zaraz po tym, jak poszłam spać, pędziłam mu na ratunek, wykonując efektowne ślizgi po parkiecie. Nie muszę chyba mówić, jaki widok zastawałam o poranku... (nie, nie umiem spać w skarpetach, szczególnie latem). Od razu mogę powiedzieć, że – w przeciwieństwie do peelingu – kremy do stóp Scholla są beznadziejne. Krem nawilżający Neutrogeny działał nieźle, ale też był masakrycznie tłusty i za nic nie chciał się wchłaniać. Najważniejsze jednak było to, że stopy się naprawiły – nie wyglądały już jak podeszwy słonia i powoli przypominały moje stare, dobre odnóża. Co wtedy zrobiła Agata? Wiadomo – przestała się nimi zajmować, w końcu pozostałe elementy wieczornej pielęgnacji zajmują tyle czasu, że każda jego oszczędność jest pożądana. Kończąc mój wywód, powiem tylko, że znów zaczęła się równia pochyła i tak, nieco przypadkiem, trafił do mnie Acerin Intensive. Wiem, wiem, urzekła Was moja historia.

Wybaczcie nieco uświnioną tubę, nie dała się łatwo doczyścić,
no i bez przesady – to tylko tuba z kremem do stóp,
a nie żaden Święty Graal.
Krem miał przynieść ulgę suchym, szorstkim stopom i dokładnie to uczynił – ulżył im jak sto pięćdziesiąt dwa osiemdziesiąt. Nie spodziewałam się cudów, więc i cudów nie podziwiałam, ale to naprawdę porządny krem, który działa zgodnie z zapewnieniami producenta i ma kilka miłych cech. Od razu mówię, że nie nadaje się dla stóp, które są w takim opłakanym stanie, w jakim były moje, zanim zaczęłam je przywracać do życia, ale dla klasycznie podsuszonych, miejscami stwardniałych powinien być super, szczególnie w duecie z peelingiem. W ogóle z całej historii przywracania stopom gładkości wyciągnęłam jeden dość przygnębiający wniosek: żaden specyfik solo nie da rady, tu trzeba regularności i kompleksowego działania. Niestety.

Acerin Intensive pachnie dość tradycyjnie jak na ten segment kosmetyczny – cytrynowo, co daje przyjemne uczucie odświeżenia. Zawiera witaminy A i E, prowitaminę B5 (czyli d-pantenol), a także olejek z kiełków pszenicy – ten zestaw ma regenerować i przyspieszać gojenie pęknięć skórnych. Do tego producent dołożył aloes i alantoinę, łagodzące szorstkość i podrażnienia i podnoszące odporność na pękanie. Specjalistą od spraw nawilżenia jest tutaj tajemniczy czynnik nawilżający NMF, który według wujka Google jest miksturą składającą się z mocznika, aminokwasów, soli kwasu mlekowego i pyrolidonowego kwasu karboksylowego. Na deser mamy ochronny wosk pszczeli, którego bałam się najbardziej (a konkretnie jego tłustości), ale na szczęście krem jest niespotykanie lekki jak na specyfik do stóp, wchłania się pięknie i nie pozostawia tłustej warstwy. Spokojnie można go wmasować w ciągu dnia, poczekać parę minut, a potem zasuwać gołymi stopami po podłodze.  I – jak już mówiłam – działa, przynajmniej u mnie. Pozbywam się szorstkości i suchych zadziorków, podeszwy są wyraźnie wygładzone i nawilżone. Nie jest to efekt długotrwały, ale nie oczekuję tego – jeśli chcę mieć gładkie stopy, to po prostu je smaruję codziennie i takie są. Cała filozofia. Nie daje rady tylko mocno stwardniałej skórze na dużych palcach, ale one są tak oporne, że jeszcze nic na nie dobrze nie zadziałało w ciągu kilkunastu ostatnich tygodni.

Acerin w każdym razie polecam, to naprawdę przyjemny, lekki i nietłusty krem do stóp. Oczywiście dam znać, jeśli znajdę coś lepszego :).


Plusy:
– wygładzanie i nawilżanie,
– nietłusta formuła.

Minusy:
– słaba dostępność (czytaj: w drogeriach nie rzuca się w oczy, trzeba szukać w aptekach).


Pojemność: 75 ml
Cena: ja kupiłam go w iaptece na Allegro za 7,90 zł + wysyłka, ale widzę, że w aptekach online cena waha się w granicach 10–14 zł.
Ocena: 6/6

*no dobra, tak naprawdę nie mam takiego zdjęcia, bo kto chciałby fotografować beznadziejne stopy?

3 komentarze:

  1. Wcale nie latwo o naprawde dobry krem do stop, z ktorego jest sie w 100% zadowolonym...
    Ja rowniez nie bylam zadowolona z Scholla, natomiast Neutrogene wspominam calkiem dobrze :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Scholl się strasznie zepsuł ostatnimi czasy...z naprawdę dobrych kremów (np. tego dla pękających pięt - który kilkakrotnie reanimował moje również buszmeńskie stopy) teraz ostały się jakieś śmieszne mazidła nie robiące wogóle nic.
    Kupię ten krem - kiedyś miałam też jakiś apteczny - był dobry nawet bardzo dobry ale teraz za chiny nie mogę sobie przypomnieć co to było..ale coś się w łepetynie ożywiło na nazwę Acerin - może to to było?:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja widziałam ten krem w mojej Naturze :)
    Uśmiałam się nieźle, wizualizując sobie Twój bieg do latorośli po nasmarowaniu stóp! ^^

    OdpowiedzUsuń