czwartek, 4 lipca 2013

Denko prodżekt, odc. 3

Nie spodziewałam się, że projekt denko tak mnie wciągnie. Okazało się, że to niezwykle skuteczny sposób opróżniania szafek i robienia miejsca na nowe zakupowe perełki. Łatwo nie jest, bo dziewicze opakowania wypełnione po brzegi nowiutkimi kosmetykami są bardzo kuszące, ale tłumaczę sobie, że i na nie przyjdzie pora, a tymczasem starych kumpli odwiedzać trzeba, coby im przykro nie było, że jełczeją w szafkowych głębinach, zapomniane...


W tym miesiącu kolekcja średnio imponująca, ale i tak sporo miejsca się zwolniło. A zwolni jeszcze więcej, bo przysięgłam sobie gorąco, że do następnej wypłaty nie dam się uwieść żadnym promocjom, przecenom, rabatom i ofertom tylko dla mnie. No way.


Mustela – Grossesse 9 Mois – Specjalny krem do pielęgnacji biustu – używałam go w ciąży razem z kremem Musteli przeciw rozstępom. Specyficzny zapach dla wielu kobiet (szczególnie ciężarnych) może być odrażający – mi nie przeszkadzał. Myślę, że znalazłoby się coś o wiele tańszego o podobnym działaniu. Tuby nie skończyłam, bo w międzyczasie mój słodki wcześniak zaabsorbował mnie na tyle, że nie miałam głowy do wcierania czegokolwiek w cokolwiek. Wywalam więc pół opakowania i nie planuję już wracać do tego kremu, mimo że do działania nie mam zastrzeżeń.  

Mustela – Post Accouchement 9 Mois – Poporodowy regenerujący żel do ciała – ten dla odmiany ładnie pachnie, ale nie zauważyłam, żeby uczynił cuda z moim ciałem. Producent zaleca stosować go 2x dziennie przez przynajmniej 4 tygodnie, żeby różnica była widoczna, więc powiem tylko, że nie dotrwałam. 


Ziaja – Energia Pomarańczy – pomarańczowe masło do ciała – pozytywne zaskoczenie, ładny, delikatnie pomarańczowy aromat, idealnie maślana konsystencja plus bardzo zacne nawilżenie (za które odpowiedzialne jest upakowane cichaczem do słoika masło shea). Masło dość szybko się zużyło, ale zrobiło na mnie na tyle dobre wrażenie, że planuję kolejne spotkanie. Recenzja tutaj: klik klik.

Gosh – Body Mo:ist – balsam do ciała z czerwoną porzeczką – pisałam o nim tu: klik klik. Nie robi nic, zapach nie zachwyca, po kilku użyciach się kończy. O taki tam, z serii: otworzyć, zużyć, zapomnieć. Ja już zapomniałam, o czym piszę, a skoro nie pamiętam, o czym, na pewno nie kupię ponownie.

Yves Rocher – mandarynkowy balsam do ciała – nic specjalnego, ani zapach mnie nie urzekł (w żelu pod prysznic z tej serii był piękny, a tu jakoś umknął), ani działanie. Ot, takie bez sensu mazidło, którego nie zużyłam nawet do końca mimo niewielkiego rozmiaru, bo nadgryzł je bezwzględny ząb czasu. Nie kupię ponownie, zresztą nie mam jak, bo to limitka. A za żelem tęsknię!

Bambino – Krem pielęgnacyjny z pantenolem – do pup niemowlęcych, do pup każdych. I nie tylko do nich, również do delikatnych twarzyczek, nóżek i rączek. To uniwersalny, ładnie pachnący i dość rzadki krem, który nie był bardzo tłusty, co stanowiło miłą odmianę w kategorii kremów – za przeproszeniem – okołoanusowych. Lubiłam go ja, ale pupa mojego syna trochę mniej, ona lubuje się jednak w bardzo tłustych lub/i cynkowych, treściwych maściach – Linomag z różową nakrętką, a przy większych odparzeniach stary, dobry Sudocrem. Obawiam się jednak, że nietłusta formuła Bambino przeszła już do historii, na Wizażu życzliwi donoszą, że obecnie krem jest tłusty, parafina na drugim, a gliceryna na trzecim miejscu w składzie, zaraz po wodzie. Pewnie już do niego nie wrócimy



Garnier – Ultra Doux – kremowa odżywka z cytryną i białą glinką – trudna w aplikacji, mimo gładkiej konsystencji tępo się rozprowadza, niemalże czuć glinkowy pył pod palcami. Ale bardzo ładnie pachnie (powiedziałabym, że męsko) i całkiem nieźle ogranicza przetłuszczanie. Możliwe, że kupię ponownie.

Wellness&Beauty – żel pod prysznic pomarańcza & granat – ten żel pachnie wczesnymi latami 90. Jako żywo. Kojarzy mi się z koloniami, to taka charakterystyczna wersja pomarańczy, słodka, nieorzeźwiająca, tania, ale przyjemna. Kupiłam go w Rossmannie za 3 zł z groszami i jak mi się skończą zapasy i pomysły, czym się dalej myć, chętnie do niego wrócę. Lubię sobie powspominać :). 

Joanna – Naturia – Peeling antycellulitowy z gorzką pomarańczą – pisałam o nim tutaj: klik klik. Fajny, gruboziarnisty zdzierak. W antycellulity nie wierzę, ale skóra jest po nim gładka jak trzeba, a zapach w przeciwieństwie do kolegi powyżej ma świeży i rześki. Kupię ponownie.

Original Source – British Strawberry Shower – laurkę na temat tego żelu zostawiłam tutaj: klik klik. Jego chemiczny zapach i beznadziejne opakowanie bezgranicznie mnie zadziwiły wobec faktu, że płyn Original Source z linii Raspberry & Vanilla Milk jest jednym z najpiękniej pachnących, jakie miałam. Tego truskawkowego paskudę z wielką nieprzyjemnością wykończyliśmy z mężem w charakterze mydła do rąk, a i z tym nie było łatwo – soczysta czerwień zalewała całą umywalkę. Na pewno już się nie skuszę, a Original Source mi w tym pomoże – to limitowana edycja, więc niebawem powinna zniknąć ze sklepowych półek na wieki. 


Michael Kors – Island – moje ukochane perfumy, dla których zdradziłam aromaty zielonoherbaciane i zbyt dla mnie słodką, choć piękną 5th Avenue. Doczytałam, że zapach jest zwycięzcą nagrody FiFi Award Bath & Body Line Of The Year 2006. Na szczęście nie muszę kupować ponownie, bo kiedyś na urodziny dostałam od męża i mamy taki sam prezent i po raz pierwszy w życiu bardzo mnie to ucieszyło :D. 

Marion – Płyn micelarny z kwasem hialuronowym i ekstraktem z hibiskusa do skóry normalnej i wrażliwej – z uwagi na niewielką pojemność (120 ml) i spory otwór szybko się skończył, a w związku z tym cena ok. 6 zł przestała być taka superpromocyjna (w standardowej pojemności kosztowałby prawie 12 zł). Płyn nie zawiera alkoholu i według producenta jest odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe. Działanie ma zadowalające, chociaż nie wydaje mi się, żeby zawarty w nim kwas hialuronowy wspomagał nawilżenie skóry. Nie zostawia lepkiej warstwy, nie domywa czarnej kredki, nie padłam z zachwytu, więc pewnie nie kupię ponownie.

Delia No. 1 – ziołowy zmywacz do paznokci z prowitaminą B5, który w składzie nie ma żadnych ziół, li i jedynie na samiuśkim końcu coś tam piszą o rumianku. Jest to zwyczajny acetonowy zmywacz do paznokci, który szybko się kończy, jest skuteczny i posiada wszelkie cechy acetonowego zmywacza. Wolę zmywacze o większych pojemnościach (tutaj zaledwie 58 ml), ale nie pogardzę nim na wyjazdach, chociaż ostatnio odkryłam zmywacz w płatkach, który wydaje mi się jeszcze wygodniejszym wakacyjnym rozwiązaniem.

Na zdjęciach z bliska brakuje jeszcze wodoodpornej kredki Yves Rocher – Style Regardo, którą uwielbiam, kupiłam właśnie nową i wszystkim polecam, recenzja tu: klik klik, i czarnej, drewnianej kredki Miss Sporty z numerkiem 001, która jest przyzwoitym przeciętniakiem, ale jako że coraz mniej mam serca do czarnych kredek w drewnie, od kiedy w moim życiu pojawiła się wykręcana YR, pewnie nie kupię ponownie. 

Mam też za sobą jednorazową przygodę z szarą glinką Ziai o działaniu oczyszczającym, która jest przeznaczona do skóry tłustej, mieszanej i trądzikowej. Jeden raz to za mało, żeby wydać osąd, ale chętnie kupię ponownie kilka saszetek, żeby przyjrzeć się lepiej jej działaniu. Nie podrażniła mnie, za co plus na początek.

Głęboko oczyszczające płatki na nos od Marion wyciągnęły sporo tłustych nitek z mojego nosa, są niedrogie, więc pewnie znowu trafią do mojego koszyka przy jakiejś okazji.  

Całkiem zapomniałam sfotografować butelkę po płynie micelarnym Bandi z serii Delicate Care, ale wczoraj pisałam o nim recenzję (klik klik), więc nie zdążyłyście go zapomnieć. Butelka zresztą nie poszła do śmieci – służy jako aplikator słynnej bursztynowej wcierki Farmony. Bandi nie kupię ponownie, ale nic straconego – mam w planach przetestowanie innych kosmetyków tej firmy. Niech żyją ich butelki z pompką airless! Oby tylko airless nie okazał się hopeless. 

No to tyle mojej denkowej epopei. Zaprzyjaźniłyście się z którymś z tych kosmetyków?

16 komentarzy:

  1. Ciekawe denko, i całkiem spore ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj skusze sie na pare cudeniek jak kredka YR czy peeling z Joanny i jeszcze kilka produkcikow. Pl drogerie bojcie sie w sierpniu nacieram ....... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, mogę Ci polecić parę perełek przed sierpniem, zaopatrzysz się na długo. Tylko ostrzegam, to wciąga! :)

      Usuń
  3. duze i ciekawe denko :) chetnie zobaczylabym cay twoj arsenał zapasowy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no coooo Tyyyyyy, wstydzę się tej rozpusty ;)

      Usuń
  4. jak to średnio imponująca kolekcja. właśnie, że imponująca :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje denko kochana jest ogromne, jak na trzy części podzielone :D

    OdpowiedzUsuń
  6. No super poszło, co narzekasz, że mało imponująco? ;>
    pomarańczowe masło miałam i lubiłam, może kiedyś wrócę :)
    płatki na nosek z Mariona lubię, bo rzeczywiście coś tam wyciągają, choć u mnie nie wszystko. Nie mogłam ich ostatnio znaleźć, ale dzięki Twojej paczce już mam i chętnie zużyję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi też ten Marion wszystkiego nie usuwa, ale jak go zrywam z nosa i oglądam trofea, to i tak odczuwam wielką satysfakcję ;)

      Usuń
    2. high five! u mnie to samo ;)

      Usuń
  7. Garnier – Ultra Doux – kremowa odżywka z cytryną i białą glinką

    Osobiście nie wypróbowywałam odżywki, ale co mogę polecić to szampon Garnier – Ultra Doux (z cytryną i białą glinką) :)
    Byłam pełna obaw przed użyciem, ale opłacało się!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow, pokaźne rozmiary denka :)
    Ja uwielbiam peelingi Joanny, te myjące i w większych opakowaniach - gruboziarniste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gruboziarnistych jeszcze nie próbowałam, ale wszystko przede mną :)

      Usuń
  9. Muszę kupić te płatki z Marionu, czas zaatakować moje nitki ;)

    OdpowiedzUsuń