sobota, 27 lipca 2013

Catrice – Ultimate Lip Glow – Lip Colour Intensifier [recenzja]

Czy ja już mówiłam, że coraz bardziej lubię kosmetyki Catrice? Pewnie mówiłam, ale powtórzę, bo warto: Catrice jest super! Nie twierdzę, że wszystkie ich produkty są świetne, ale zdarzają się perełki, a jedną z nich Wam dziś pokażę. Chodzi o „Lip Colour Intensifier” (czyli intensyfikator koloru ust), który na pierwszy rzut oka wygląda jak błyszczyk ze słitaśnej torebki Honey Boo Boo:


To jednak jest pomadka, no dobra – tak-jakby-pomadka – występująca w jednym odcieniu o wymownej nazwie: 010 One Shade Fits All. Lubię takie rozwiązania – co za oszczędność czasu! To taki miły powiew PRL-u z serii: „Do kupienia jest ocet i tylko ocet. Co podać?”. Producent tłumaczy, że nie jest w stanie precyzyjnie określić koloru tej szminki, bo na każdych ustach wygląda inaczej (przyznam, że poleciałam na ten tekst...). Cały trik ma polegać na tym, że nie pokrywa pigmentem powierzchni ust, tylko podbija ich naturalny odcień za pomocą lekkiego koloru żelkowego i mikrodrobinek. Zresztą jak miałaby zapewnić pełne krycie, biedna, skoro jest przezroczysta?


Na zdjęciach powyżej możecie zobaczyć, jak niewiele w niej barwnika. W nawiązaniu do popularnej w latach 90. reklamy szamponu przeciwłupieżowego połowę ust pomalowałam, a połowę nie, żebyście mogły zobaczyć różnicę. Na pierwszy rzut oka różnica jest niewielka, ale po zaaplikowaniu pełnej dawki Lip Intensifiera okazuje się, że usta wyglądają zupełnie inaczej! Z pomarańczowego żelka na moich wargach powstał piękny, malinowy róż, który doskonale nadaje się do makijażu dziennego.

Jeszcze kilka słów o sprawach technicznych i tutaj od razu mały disclaimer: jeśli chodzi o upiększanie ust, straszna ze mnie noga. Jak na prawdziwą damę (nie) przystało, regularnie zapominam zabrać ze sobą pomadkę do torebki, a nawet jeśli z dumą odkrywam, że tym razem ją mam, jakoś nigdy się nie składa, żebym udała się do łazienki w celu poprawienia makijażu. Nawet gdy wpadnę na pomysł odwiedzenia łazienkowego lustra, na miejscu okazuje się, że... nie mam ze sobą pomadki. Dlatego u mnie sprawdzają się tylko takie kosmetyki, które schodzą równomiernie. Tutaj Catrice spisuje się rewelacyjnie. Poza tym nie wysusza ust, a po 30 sekundach zapominam, że się pomalowałam, bo nałożona warstwa jest praktycznie niewyczuwalna. Do tego wszystkiego dorzucę jeszcze przyjemny (chyba) fakt powolnego zużywania – od ponad tygodnia nie rozstaję się z moim catrice'owym intensyfikatorem, a ubyło go symbolicznie.


Efekt końcowy ogromnie mi się podoba. Usta zwracają uwagę, a jednak nie wyglądają na pomalowane, bo zachowują naturalną matowość, a dyskretny shimmer znika na wargach i przyczynia się tylko do ładnego odbijania światła.

„A transparent, fresh and natural look in a truly unique color” – tak to pięknie brzmi na stronie Catrice. Ja dałam się porwać, a czy któraś z Was całowała się już z tym wynalazkiem?


Plusy:
– subtelny, ciekawy efekt,
– kolor trzyma się przez kilka godzin,
– niebywała w świecie pomadkowym wydajność,
– nie wysusza ust.

Minusy:
– gorzka nuta smakowa (prawie niewyczuwalna, ale wspominam dla porządku).

Pojemność: 3,8 g
Cena: 20,99 zł (w drogerii Natura, ale jak sama nazwa wskazuje, jest to DROGeria – wiem, że da się kupić taniej)
Ocena: 6/6

15 komentarzy:

  1. no Ci powiem,że napaliłam się ten produkt:) upał zelżeją i gnam do hebe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, mam nadzieję, że będziesz zadowolona, ja na początku podeszłam do tego na zasadzie "a, pewnie jakaś pierdoła, ale co tam, spróbuję, zaintrygowało mnie". a potem w domu wielkie WOW

      Usuń
    2. powiem Ci,że ja to kiedyś oglądałam ale nie myślałam,że aż tak fajnie się będzie prezentować:)

      Usuń
  2. I ja napalilam sie tez. Kosmetyki catrice są naprawdę spoko, to fakt.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kusisz bardzo skutecznie! Wpiszę sobie na listę zakupkową sierpniową , a co! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo jestem ciekawa, jaki efekt wyjdzie na inszych ustach :)

      Usuń
  4. Nie wiedzialam, ze te kosmetyki sa az tak dobre! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fikuśna taka - zdecydowanie czuję się skuszona..szczególnie, tą obietnicą, że na każdych ustach inaczej - że wyjątkowo, że jedna na milion - takie myślenie się uruchamia - więć chcieć, pragnąć, musieć..zaraz już i natychmiast.
    Jest tylko ocet - co podać - genialne :)
    Noszę się z zamiarem stworzenia listy takich kwiatuszków prl- owskich..
    Ostatnio furorę w pracy robię tym powiedzeniem:
    Nie wiem, nie znam się, nie orientuję - zarobiona jestem hehehe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, no widzisz, takie mroczne czasy, a naród miło wspomina :P

      Usuń
  6. ładny kolor, szminka kameleon bo w opakowaniu wygląda zupełnie inaczej, podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  7. na ustach wygląda bardzo ładnie :))

    OdpowiedzUsuń
  8. oglądałam ją, ale to chyba bardziej taki gadżecik :) na ustach fajny efekt, ale za taką cenę bym jej nie kupiła

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawa sprawa muszę się jej przyjrzeć bliżej :)
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń