niedziela, 2 czerwca 2013

Aquolina – czekolada, podejście drugie: orzechowa vs. rumowa [recenzja]

Pierwsze podejście do smakowicie pachnących żeli pod prysznic/płynów do kąpieli Aquoliny było bardzo nieudane. Trafiłam jak kulą w płot. Jak białą czekoladą w orchideę (klik, klik). Mnogość czekoladowych wariacji zachęciła mnie jednak do podjęcia kolejnej próby zażycia kąpieli w oparach tabliczek Milki czy innego Lindta. Jakem łasuch.




Te dwie pękate butle o standardowej pojemności 250 ml oryginalnie wypełnione były po brzegi dwiema atrakcyjnie zapowiadającymi się kompozycjami zapachowymi: czekoladą z orzechami laskowymi oraz czekoladą z rumem. Uwielbiam mleczną czekoladę z całymi orzechami*, mogłabym pochłaniać ją w nieskończoność – tylko resztki przyzwoitości sprawiają, że tego nie robię. Za to słodycze z alkoholem rzadko mnie porywają, dlatego butelkę rumową spisałam raczej na mężowskie straty. Testowanie zaczęliśmy od orzecha. A było to tak... mój najdroższy małżonek jako pierwszy wlazł pod prysznic, ja w tym czasie zmywałam z twarzy resztki (prawie) naturalnego piękna. Nagle słyszę, co następuje: – Chodź tu szybko, wziąłem ten z orzechem, jest świetny, pachnie super! Nie musiał dwa razy powtarzać. Prędko, zwinnie, niczym łania wskoczyłam do naszej spa-komory i wtedy doleciał do mnie cudowny aromat... przepoconej skarpety. Skarpeta oczywiście pachniała intensywnie prażonym orzechem laskowym, tudzież migdałem w czekoladzie, ale rozumiecie, ciężko docenić orzechową nutę po tym, jak ktoś nieoczekiwanie zdjął buty po całym dniu kiszenia. Nic dziwnego, że według zasad savoir-vivre'u nie należy ściągać paputków w gościach.
Na szczęście dużo lepsze wrażenie zrobiła wersja z rumem. Pachnie dokładnie tak, jak powinna: rumem i czekoladą. I nawet przyjemnie się tą gorzałą umyć! Co ciekawe, męża chyba bardziej urzekł zapach skarpety, więc zużywamy nasze żele odwrotnie, niż zakładałam.

Jeśli chodzi o właściwości, obydwa mają podobne: pienią się średnio, przez co wydajność też jest średnia, zapach utrzymuje się długo w kabinie prysznicowej, ale na skórze prawie wcale (inna sprawa, że nie oczekuję wcale od płynu prysznicowo-kąpielowego, żeby jego aromat pozostawał ze mną po osuszeniu ręcznikiem, to cokolwiek idiotyczne założenie). Zawierają naturalne kakao, znane ze swych właściwości antyoksydacyjno-tonizujących, a po kąpieli pozostawiają skórę wygładzoną i przyjemną w dotyku, choć przyznać trzeba, że jest to uczucie ulotne.

Jeśli macie ochotę na odmianę i wyraźne, apetyczne zapachy w kąpieli, możecie śmiało spróbować któregoś produktu z bogatej oferty Aquoliny zapach jest dla tej marki priorytetem, widać, że bardzo przykładają się do swoich kompozycji. Z orzechem oczywiście nie jest tak źle, faktycznie płyn wali nugatem, po prostu jest to tak intensywne doznanie, że aż za(latuje). Nie polecam za to używania Bagno Doccia Chocolate & Rhum na kacu – zapach gorzałki jest bardzo sugestywny, a pamiętam jeszcze jak przez mgłę, że w przypadku przeholowania z alkoholem ostatnią rzeczą, z jaką ma się ochotę obcować, jest... alkohol.

Przy okazji: dziwi mnie fakt zastosowania w nazwie słówka rhum w pisowni przez h, to równie częste jak współczesne używanie zwrotu grzecznościowego „witaj zdrów”.

Jedynie cena mi trochę nie gra – butelka ma standardową pojemność, zużywa się standardowo szybko, a poza promocją kosztuje niestandardowo: 30–34 zł. No cóż, tyle się należy za dobre odwzorowanie apetycznych zapachów, tylko czy na pewno warto?

Pojemność: 250 ml
Cena: 16,99 zł (w promocji w Hebe), cena regularna to ponad 30 zł
Ocena: według mojego męża, wielbiciela różnych kosmetycznych smrodów, oba zapachy powinny dostać 6/6, ja mogę za to powiedzieć, że Aquoliny mają całkiem przeciętne właściwości – żadnych zachwytów, żadnych rozczarowań. W przypadku tej firmy powinno się oddzielnie oceniać linie zapachowe i sprawy techniczne, ale nie zapominajmy, że ile nosów, tyle opinii.


*najlepsza jest ogromna Milka albo równie ogromny Lindt w złoto-granatowym papierze.


5 komentarzy:

  1. Chętnie przyjrzę się tym produktom podczas kolejnej wizyty w Hebe. A nuż uśmiechnie się do mnie szczęście i trafię na jakąś atrakcyjną promocję:) Raczej nie wydam 34 zł na myjadło/umilacz kąpieli;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja latem jednak celuję w świeższe zapachy. wariacje na temat czekolady wolę zimą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawe czy mają wersje jogurtową milki bo to moja ulubiona :) buteleczka fajna, a co do rumowej to tez ym miała obawy ze bedzie mi pod prysznicem żulerskimi aromatami zajeżdżać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rum jest przyjemny, prosto z butelki, nieprzetrawiony ;) a Milką jogurtową też bym się chętnie umyła :)

      Usuń
  4. Nie znam tych zapachów, ale lubię czekoladowe zapachy w kosmetykach. Nawet bardzo. :-)

    Mam słabość nawet do czekoladowych perfum. :-)

    I to choć generalnie nie przepadam za "spożywczymi" zapachami w kosmetykach. Muszą być takie szczególne - niektóre owocowe, no i czekolada - zawsze!

    OdpowiedzUsuń