piątek, 5 kwietnia 2013

Oriflame – Tender Care – krem uniwersalny naturalny / czekolada / karmel [recenzja]


Dziś o klasycznym kosmetyku do pielęgnacji ust marki Oriflame. Przetestowałam dotychczas trzy wersje: naturalną (różowe opakowanie), karmelową (złote) i czekoladową (brązowe). Są jeszcze: migdałowa (w beżowym opakowaniu), wiśniowa (czerwone), waniliowa (białe) i nowość – kokos (jasnobrązowe), który aktualnie można kupić w promocji za 10,90 zł.

Balsam w smakowitej wersji czekoladowej

Kiedy jako dorosła osoba po raz pierwszy dostałam w prezencie różowy słoiczek, od razu pomyślałam, że z jakiegoś powodu kojarzy mi się z dzieciństwem. Byłam prawie pewna, że jako dziecko bawiłam się w przedszkolu podobną beczułką, a może któreś dziecko miało takowy przy sobie? Okazuje się, że nic w tym dziwnego, bo szwedzki koncern produkuje je od 30 lat!

Zacznijmy od tego, że nigdy nie nazwałabym kremem specyfiku o takiej konsystencji. Już prędzej można o nim powiedzieć balsam, bo w kontekście ust forma balsamu w postaci zwartej, woskowej bryłki jest znana i wiadomo, o co chodzi. W każdym razie słowo krem, powtarzane w kółko na stronie Oriflame, jest bardzo mylące i nie zamierzam go używać. Zresztą na opakowaniu widnieje jak byk angielskie protecting balm, co oznacza balsam lub maść. Koniec kropka.

W każdym maleńkim słoiczku znajduje się 15 ml zbitego, białego wosku (gęstość taka jak w sztyftach ochronnych), który w zależności od koloru beczułki właściwości ma te same, tylko inny aromat. Zadanie kosmetyku jest proste: chronić przed mrozem, wiatrem, przesuszeniem, czyli po prostu pozostawiać tłustą warstwę ochronną. Można go używać jako podkładu pod pomadkę lub do zmiękczania skórek, łokci, pięt. Ja stosuję tylko na usta.

Nie da się zanurzyć całego palca, opuszek zbiera cienką warstwę balsamu, co jest dobre, ale niestety jeśli chodzi o wygodę użycia, więcej plusów nie znajduję. Opakowanie estetyczne i fajnie wygląda, ale po pierwsze nie wiem, czemu nie jest wypełnione po brzegi (ułatwiłoby to nakładanie przynajmniej na początku), a po drugie, nie da się go używać przy dłuższych paznokciach – i wcale nie mam na myśli tipsów! Można niby wyskrobywać zewnętrzną krawędzią paznokcia, ale wtedy nabiera się za dużo. Prawdopodobnie 30 lat temu ktoś tak zaprojektował to opakowanie i przez trzy dekady Oriflame niczego nie zmieniło, żeby nie naruszyć klasycznego wyglądu flagowego produktu. No ale... no... nie da się nie zauważyć, że świat poszedł do przodu... Czytałam gdzieś poradę, że balsam można nakładać pędzelkiem, ale kompletnie to do mnie nie przemawia, ponieważ producent nie dodaje go w zestawie, a poza tym ten kosmetyk mieszka w kieszeni mojego płaszcza i służy zamiast pomadki ochronnej. Wyobraźcie sobie dziewczynę, która stoi na przystanku w mroźny, marcowy (haha, żarcik okolicznościowy...) poranek i nagle wyciąga z kieszeni maleńki słoiczek, a potem otwiera torebkę, grzebie, grzebie i wyciąga z niej po pięciu minutach pędzelek do tego słoiczka :).

Na koniec kilka słów o właściwościach. Jak już mówiłam, wszystkie beczułki z serii Tender Care, bez względu na aromat, mają ten sam zestaw substancji aktywnych, a wśród nich wyciąg z plastra miodu i olejki roślinne. Balsam ma gładką konsystencję, jest transparentny i pozostawia na ustach tłustą warstwę ochronną na niezbyt długi czas. Nie nawilża, ale wiadomo jak jest – albo rybka, albo... ;).
Opakowanie starcza mi na długo, ale wynika to głównie z faktu, że kiedy tylko podrosną mi paznokcie, przestaję go używać i przerzucam się na sztyft ochronny...

Jeśli chodzi o aromaty, nie potrafię zdecydować, który bardziej mi odpowiada – czekolada czy karmel. Obie wersje są bardzo smakowite, wyraźnie wyczuwalne i umilają brnięcie przez wiosenne (haha again...) śniegi. Nie przypadła mi do gustu zawartość legendarnego różowego słoiczka, bo jestem interesowna i jeśli zadaję już sobie trud wydłubania balsamu z głębokiej otchłani, oczekuję jakiejś aromatycznej nagrody. Smak tłuszczu i tyle nie jest nawet wart odkręcania słoika!

Wiecie, te beczułki Oriflame mają coś w sobie, ale... czy nie lepiej po prostu kupić sobie sztyft? Na pewno łatwiej takowego używać, a jednak szkoda mi rozstawać się z klimatycznym minisłoikiem, dlatego w tym sezonie w kurtce noszę pomadkę ochronną, a w płaszczu czekoladową baryłkę :). Tylko nie zapomnijcie o pędzelku! ;)

Plusy:
– pyszne aromaty czekolady i karmelu,
– konsystencja,
– długa trwałość w opakowaniu, nie jełczeje
– wiele smaków do wyboru

Minusy:
– opakowanie,
– mało interesująca wersja bezzapachowa,
– efekt natłuszczenia zbyt szybko zanika.

Pojemność: 15 ml
Cena: w zależności od aromatu od 22,90 do 25 zł
Ocena: karmel i czekolada 4/6, naturalny 3/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz