środa, 24 kwietnia 2013

No to i ja sięgnęłam dna...

...a właściwie denka, już nie bądźmy tacy ordynarni. Zastanawiałam się przez dłuższą chwilę, po co w ogóle denkujecie. Przecież każdy używa i zużywa, potem wywala puste opakowania i po temacie. Czy trzeba to obwieszczać całemu światu? Potem pomyślałam: ha! już wiem, to przecież tak jak z achievementami w grach – przeczytam tutorial: plus 10 punktów, pokonam strasznego potwora: plus 20. Co więcej, to tak jak z coraz większą liczbą rzeczy we współczesnym świecie: przesłuchałam płytę  – już jest przescrobblowana na Last.fm, przeczytałam książkę – dodaję ją do LubimyCzytac.pl albo do Goodreadsa (koniecznie z gwiazdkami!), schudłam kilogram – przesuwam suwaczek, dziecku wyszedł ząbek – zaznaczam w albumie. Rozegrałam grę planszową i natychmiast dodaję rozgrywkę do BoardGameGeeka*, a dlaczego? Bo to są TROFEA. Jeśli krem tak po prostu się skończy, a ja wyrzucę opakowanie, to tak jakby moje regularne smarowanie nie miało żadnego znaczenia. Nie liczy się! Przyznajcie się, czy to nie tak ;) Wiem, że idea jest nieco inna – trzymać w ryzach swój zakupoholizm i ćwiczyć systematyczność. Pierwszy cel u mnie w ogóle nie został osiągnięty, ale drugi – jak najbardziej. Nigdy w życiu nie byłam tak wypielęgnowana, a przecież mam na to teraz mniej czasu niż kiedykolwiek :). No to zdenkuję i ja.



Nivea – Natural Oil – pielęgnujący olejek pod prysznic – mimo nieco peerelowskiego aromatu olejek jest rewelacyjny. Nawilża, jest wydajny, pod prysznicem mocno zachęca do oddania się wszelkim perwersjom. Szkoda, że nie pachnie Dalekim Wschodem tylko tym najbliższym, ale i tak kupię go jeszcze nie raz.

Dairy Fun – Bath Gel – truskawka – co za smutna historia z tą truskawką! Żel wydawał się pewnym zwycięzcą w moim konkursie na idealnie truskawkowy kosmetyk myjący, był najwierniejszy oryginałowi pośród marnych zapachowo konkurentów, aż tu nagle po kilku tygodniach stosowania stało się coś okropnego: wylałam go na rękę i do moich nozdrzy dotarł fatalny smród. Nie wiem, co to – szmata do podłogi? zbutwiały ręcznik? Z truskawką ma tyle wspólnego co ja z łyżwiarstwem figurowym. Jak on mógł mi to zrobić!? Nie kupię, <foch>. No i oczywiście nie zużyłam do końca, ale muszla klozetowa była całkiem zadowolona i spieniła się z radości.

The Body Shop – Coconut Shower Cream (400 ml) – żel dostałam kiedyś za 1 gr (a może złoty?) w promocji w TBS i chociaż nie jestem oddaną fanką kokosowych kosmetyków, miło z nim spędziłam czas. Trochę się dłużył, bo pod prysznicem lubię romansować z kilkoma żelami (byle nie naraz), ale było naprawdę fajnie – zapach prawdziwie kokosowy, konsystencja gęsta, żelowo-kremowa, pienił się przyzwoicie, nie zepsuł do samego końca (co jest niestety dość częste w przypadku kosmetyków TBS, masełka w tym przodują, patrz niżej), okazał się aż za bardzo wydajny. Może kupię ponownie, wprawdzie wolę inne zapachy w kąpieli, ale jeżeli znowu pozwolą mi zapłacić za niego miedziakiem... :)

The Body Shop – Chocomania – Chocolate Body Butter – pisałam o tym masełku tutaj. Zima się skończyła, więc czas na orzeźwiające zapachy, ale swoje zadanie spełnił – nawilżał i sprawiał, że miałam ochotę zjeść samą siebie, tylko na koniec odwalił numer: w czasie finałowego smarowania podśmierdywał starą skarpetą, a na ciele rozwarstwił się na rolki i tłuste kropelki. Słowem: wziął i skisł. Prawdopodobnie stał otwarty trochę za długo, ale to było naprawdę niemiłe z jego strony. Może kupię jeszcze raz, ale pewna nie jestem, bo zdradziłam go z o wiele tańszą Farmoną.

Farmona – Sweet Secret – czekoladowo-pistacjowe masło do ciała – nawilża gorzej niż wspomniana wyżej Chocomania z TBS, ale ma tak smakowity zapach, że to aż głupie i absurdalne. Uwielbiam to masło i nawet gdyby nie miało żadnych właściwości pielęgnujących, pewnie używałabym go nadal. Kupię.

Perfecta SPA – wyszczuplający mus do ciała – czarna porzeczka – recenzja tu, a ja powiem tylko, że mimo wielu rozczarowań w związku z tym musem-niemusem, COŚ w nim jest. Niestety, zbyt małe coś, żebym zdecydowała się na kolejne opakowanie. Nie kupię ponownie.

Ziaja – De-makijaż uniwersalny – to ten jednofazowy za parę złotych. Taka sobie woda, którą można zmyć oczy, krzywdy mi nigdy nie zrobił, zużyłam już parę opakowań, ale skoro mojej ulubionej wodoodpornej kredki Yves Rocher zmyć nie umie, a i wobec niewodoodpornych kosmetyków jest... oporny, pewnie nie kupię go ponownie. Do tej pory wrzucałam do koszyka z przyzwyczajenia i z powodu łatwej dostępności, ale dupy nie urywa, więc po co mi on?

Pharmaceris M – Bust Firm – ujędrniający krem do pielęgnacji biustu – dostałam od koleżanki, gdy chadzałam z T. w brzuchu, miał zadbać o mój biust w ciąży i w okresie karmienia. Ma wygodną pompkę, nie jest tłusty, szybko się wchłania, w składzie wit. E, D-panthenol, alantoina i olej z rzepaku – to który z tych składników miał ujędrniać? Nie zauważyłam działania, ale dosmarowałam grzecznie do końca. Kiedy go wcierałam, czułam się jak na eksperymencie, w którym ktoś podaje mi placebo, a ja nie daję się złapać. Wprawdzie piersi nie wiszą mi do kolan, ale nie sądzę, by było to zasługą tego kremu. Więcej nie kupię.

To tyle w dzisiejszym odcinku, pozdrawiam wiosennie! :)



*tak naprawdę nie robię tych wszystkich rzeczy. Robię prawie wszystkie.

10 komentarzy:

  1. Tego typu notki mobilizują mnie do regularnego stosowania kosmetyków:) Poza tym czuję satysfakcję, gdy mogę pokazać światu kilkanaście pustych opakowań;) W takich chwilach jestem dumna ze swojej systematyczności;)

    Znam masło Farmony. Dla mnie jest nieco za słodkie, dlatego męczę je od kilku miesięcy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak, też jestem dumna z siebie dziś :D a co do masła Farmony, to faktycznie jest bardzo słodkie i agresywne zapachowo, więc na upały odpada, ale w jesienno-zimowe chłody... mmmmniam. Rozumiem, że dla niektórych to może być zbyt mocne doznanie.

      Usuń
  2. Nigdy nie myślałam o denku w ten sposób:) Ale podoba mi się pomysł z trofeami:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawa teoria odnośnie denka :* ja lubię takie posty, bo czasem można fajne produkty wypatrzeć, nie o wszystkich się przecież recenzje robi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę mam moralniaka, że nie poświęciłam osobnych dużych recenzji niektórym zdenkowanym produktom, ale pociesza mnie, że nie tylko ja tak robię :D

      Usuń
  4. Czytam i wyłapuję zdania, które są dla mnie mega. No mega i już dziewczyno.
    Ja bym Cię rozsławiła na cały świat gdybym mogła !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiam, kiedy mnie uwielbiasz :* i tak już jesteś moim mecenasem :)

      Usuń
  5. z chęcią pozostaję na dłużej. pozdrawiam :):)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Słowem: wziął i skisł. " hahhaha ;D dobre ;D też to masełko miałam i u mnie nie odwalił takiego brzydkiego numeru :) haha, rozbawiło mnie to zdanie ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach to okropne, ale poza kremem do twarzy i płynem miceralnym chyba nic nie kończę :(

    OdpowiedzUsuń