poniedziałek, 29 kwietnia 2013

L'Occitane – Perfumy w kremie Cherry Blossom – kwiat wiśni [recenzja]

Perfumy w kremie to interesująca koncepcja. Znam perfumowane balsamy (m.in. 5th Avenue i Green Tea Elizabeth Arden), ale kosmetyk o konsystencji pomadki ochronnej do ust, zamknięty w maleńkiej metalowej puszeczce, to dla mnie całkowita nowość. W czasie mojej pierwszej wizyty w salonie L'Occitane, którą opisywałam tutaj, nie miałam oczywiście zamiaru zapakować tego uroczego minipudełeczka do koszyka, ale dałam się złapać jak łasuch na batony tuż przy kasie.




Zawartość określiłabym jako „dyskretny urok burżuazji”. I choć w surrealistycznej czarnej komedii Luisa Buñuela o tym samym tytule grupa ludzi z wyższych sfer próbuje zjeść wspólnie posiłek i nie ma to nic wspólnego z zapachem kwiatu wiśni, ten tytuł idealnie pasuje do koncepcji perfumowanej wazeliny. No właśnie, bo ja się znowu przyczepię do nazewnictwa – to nie jest krem, tylko najzwyklejsza wazelina w postaci zwartego wosku.



Nie zawiera alkoholu, jest delikatna. Po nałożeniu pozostawia cienką tłustą warstwę, która potrzebuje trochę czasu do całkowitego wchłonięcia. Najlepiej aplikować ją na nadgarstki i za uszami, czyli w tradycyjne perfumolubne miejsca, gdzie skóra jest najdelikatniejsza i najpiękniej przyjmuje wszelkie aromaty. Zapach wiejsko-babciny, kwiatowy i przyjemnie słodki (ale nieduszący), więc pisząc o burżuazji, mam raczej na myśli mało promocyjną cenę jak na tę niezobowiązującą ciekawostkę. Nuta zapachowa nie każdemu przypadnie do gustu, jest również nie w moim guście, a mimo to z przyjemnością korzystam sobie od czasu do czasu z tego wynalazku. Na początku wydawało mi się, że gra nie jest warta świeczki, bo kosmetyk pachnie mało intensywnie. Faktycznie, po nasmarowaniu strategicznych miejsc nie unosi się za nami perfumowana chmura (właściwie nic się za nami nie unosi), ale nie o to chodzi w „dyskretnym uroku burżuazji”, prawda? :). Zapach trzyma się bardzo blisko skóry, jest jednak wyraźnie wyczuwalny. Trwałość nie powala, ale też nie rozczarowuje. Po trzech-czterech godzinach nadgarstki już nie pachną, ale za uszami delikatna nuta jest ciągle obecna – wprawdzie niewyczuwalna przez wyperfumowaną damę, ale gdyby tematem zainteresował się jakiś miły dżentelmen...

To ciekawa propozycja na spokojny, domowy dzień albo na wakacje, ale oczywiście nie zastąpi tradycyjnych perfum czy perfumowanych wód. Ta linia zapachowa jest mało elegancka, dlatego poleciłabym ją jako codzienny życioumilacz, na pewno nie na oficjalne, wieczorne występy. Pasuje też młodym dziewczętom, przynajmniej tym wciąż nieskalanym agresywnymi kosmetykami. Dla mnie to tylko ciekawy bajerek i raczej jednorazowa przygoda.

PS Ciekawe, czemu moje perfumy znajdują się w okrągłym blaszaku – na stronie producenta i w kilku innych miejscach widziałam je w pudełku w kształcie serduszka.

Plusy:
– wysoka wydajność,
– estetyczne, małe opakowanie, zajmuje mało miejsca w torebce.

Minusy:
– wietrzeje dużo szybciej od tradycyjnych perfum,
– cena.


Pojemność: 10 ml
Cena: 39 zł
Ocena: 4/6

9 komentarzy:

  1. czepiasz się opakowania,może to jakaś wersja Walentynkowa była tylko zapomnieli zmienić.Też często ulegam pokusie i biorę produkty,które są przy kasach:)wiejsko babciny zapach phi, dobre :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to moje opakowanie nawet bardziej mi się podoba, kręcą mnie idealne krągłości :D i oczywiście użyłam słowa "wiejski" w zupełnie neutralnym sensie, żeby oddać sens bliskości tego zapachu z naturą :)

      Usuń
    2. skojarzyło mi się z babcią mojego Tomka, która wprawdzie mieszka na wsi przy lesie , ale nadużywa amolu nei znoszę tego zapachu:P nie ma to jak krągłości idealne czy też nie,każde mogą być:P

      Usuń
    3. Amol, o tak, moja babcia (z miasta) też go używa na wszystko - od przeziębienia, przez ból głowy na bolącym żołądku kończąc, dlatego nie kojarzy mi się z wiejskimi klimatami, raczej li tylko babcinymi :)

      Usuń
  2. zaplacilas za to 4 dychy?
    i zuzyjesz w ogole?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że zdążę zużyć, zanim zwietrzeje :) i oczywiście tak, zapłaciłam cztery dychy, niemądra ja (ale może skoro jestem na diecie i nie wciągam przykasowych batonów, mój mózg (móżdżek?) postanowił zacząć reagować na cokolwiek innego ;)

      Usuń
  3. Twój blog wychodzi poza przestrzeń internetu :))) "Dałam się złapać jak łasuch przy kasie" powtarzałam przed chwilą w myślach kładąc na taśmę Twixa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, cieszę się, że moje złote myśli towarzyszą Ci podczas zakupów :D

      Usuń
  4. fajny produkt, ale chyba raczej jako gadżet. Jestem staroświecka, ale wolę klasyczne perfumy ;)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń