piątek, 12 kwietnia 2013

Joanna / Naturia – Peeling antycellulitowy gruboziarnisty – gorzka pomarańcza [recenzja]

Na pewno wszyscy zainteresowani próbowali już peelingów Joanny w małych buteleczkach, ale właśnie sobie przypomniałam, że mam jeden z nich na półce i postanowiłam się dzisiaj uraczyć. No i napisać, jak wrażenia. Bo od kiedy mam bloga, nie mogę tak po prostu uraczyć się i zapomnieć. Wtedy się nie liczy. Szaleństwo z tym beauty-blogowaniem!

Nigdy nie przykładałam się do peelingowania ciała, bo mi się nie chciało, byłam młoda i (dla niektórych) piękna, i w ogóle po kiego grzyba te peelingi, przecież wystarczy się umyć i wysmarować jakimś pachnącym masełkiem, czyż nie? Kiedyś może tak, ale teraz trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: powoli robię się stara. Na razie tylko starszawa, ale już za chwileczkę, już za momencik będzie mnie dotyczyć półka z kremami anti-ageing 30+, a stąd tylko krok do intensywnie działającego serum przeciwzmarszczkowego, zabiegów odmładzających za bardzo dużo złotówek i mammografii. No to smaruję, wcieram i peelinguję, nie ma wyjścia.



Skoro wszyscy znają peelingi Joanny, to nie będę się rozwodzić. Będzie krótko i na temat. Posiadam wersję z gorzką pomarańczą i bardzo jestem z niej zadowolona. Peelingowanie pod prysznicem to kolejne moje wielkie odkrycie na temat wszechświata zaraz po myciu pod prysznicem twarzy żelem oczyszczającym ;). Dlatego właśnie Joanna i jej miniżel tak fajnie się u mnie sprawdza. Gorzka pomarańcza ma cudowny zapach, drobinki, a raczej – zgodnie z nazwą – grube ziarna dobrze wykonują robotę, trą dość mocno, ale to przecież nie słodkie, urocze masełko, tylko pozbywanie się martwego naskórka. Po peelingu skóra jest cudnie gładka i miła w dotyku, nie jest wysuszona, wszystko jak należy. Nie podoba mi się tylko zbyt mała wydajność – 100 ml to wcale nie tak mało, a po dwóch użyciach na ręce, uda i pośladki już nie ma 1/3. Na temat działania antycellulitowego nie będę się wypowiadać, bo jak wiadomo, nie wystarczy obtarcie sobie dupska gorzką pomarańczą, żeby pomarańczowa skórka poszła precz.

Aha, pamiętam, że parę lat temu równie dobre wrażenie zrobił na mnie peeling myjący Joanny z grepefruitem, więc jego też z czystym sumieniem mogę polecić.

Plusy:

– dobre ścieranie,
– piękny, cytrusowy zapach,
– niska cena,
– łatwa dostępność.

Minusy:

– szybkie zużycie,
– opakowanie nieprzyjazne przy wydobywaniu resztek.

Pojemność: 100 ml
Cena: 6 zł
Ocena: 5/6


6 komentarzy:

  1. Lubię te peelingi i często do nich wracam. Szczególnie lubię wersję z truskawką i żurawiną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, tej jeszcze nie próbowałam, czy truskawka jest chociaż trochę naturalna? właśnie jestem na etapie poszukiwań truskawkowego kosmetykowego ideału i żaden się nie sprawdził :(

      Usuń
  2. A ja jeszcze nie próbowałam :P Chociaż się na nie czaję od kiedy pamiętam :)

    Kurczę, Opera jednak nie ogarnia fikuśności blogów. Na Firefoxie wszystko ładnie, a na Operze prawie nie widzę Twojej czcionki, bo robi się szara i zlana :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, to fatalnie :( u mnie na Operze wszystko pięknie widać, tyle że na Macu... i póki co na wszystkim, na czym sprawdzałam, wyglądała dobrze, windowsowym także :/ a da się przyciemnić czcionkę w opcjach bloga czy to tylko kwestia kroju?

      Usuń
    2. Jeśli pisałaś czarną to już nic się chyba nie przyciemni, poza tym u Ciebie wszystko jest ok i na moim Lisku też, tylko Opera coś krzaczy. A to już nie pierwszy raz, często mi się zdarza, że jeśli dziewczyny mają niestandardową czcionkę, to Opera mi ja zlewa, albo ucina podpunkty kiedy coś wykropkowywują. Nie wiem czemu, może to tylko u mnie tak?

      Usuń
  3. Kocham zabiegi peelingiem. Jestem ich fanką. Mam w swojej kolekcji takie do codziennego stosowania i nie wyobrażam sobie dnia bez nich. :)

    OdpowiedzUsuń