poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Essence – XXXL Shine Lipgloss – 07 Big Night Out [recenzja]

To moje pierwsze zetknięcie z niemiecką firmą Essence, o której w blogosferze huczy. Niestety, od kilkunastu miesięcy nie byłam na bieżąco z szafami w Rossmannach i innych Super-Pharmach, ponieważ robiłam specjalizację z kremów na odparzony tyłek i rodzajów kaszek ryżowych, ale jak tylko udało mi się wyrwać z domu, poleciałam do wspomnianego SP. A tam stoisko Essence. Jako żywo! Na początku byłam nieco podejrzliwa, ale im dłużej tam stałam, tym więcej rzeczy odkrywałam. Teraz już wiem, że wypróbuję wiele z tej szafy, póki co zaczęłam skromnie – od niewinnego błyszczyka. No dobra, w pudle czeka jeszcze kilka innych przedmiotów z logo na E, ale szszszszsz...




A błyszczyk, jak to on: błyszczy, drobinki się ładnie mienią, a odcień, który wybrałam, czyli połyskujący, dość ciemny róż, podkreśla delikatnie naturalny kolor moich ust. Ma przyjemny, błyszczykowy zapach, zwyczajny błyszczykowy gąbkowy aplikator i ładnie się rozprowadza. O ile nie skonsumuję czegoś niedługo po aplikacji, trzyma się na ustach bardzo przyzwoicie – od samego rozmawiania i oblizywania warg w trakcie nie zmazał się przez trzy godziny, a to chyba całkiem fajny wynik. Oczywiście dość szybko błysk przestaje być XXXL, ale kiedy nieco zejdzie z ust ta mokra, błyszcząca warstwa, zostaje bardzo elegancki półmat i to on tak długo tkwi i robi dobre wrażenie.

tutaj jeszcze w wersji XXXL

Wyróżniam dwa podstawowe rodzaje błyszczyków: mocno błyszcząco-klejące (znakomita większość tubek z małym otworkiem lub butelek z pędzelkami z plastikowym włosiem) i błyszcząco-kremowe (te w wąskich, „tuszowych” buteleczkach z gąbkowym aplikatorem). XXXL Shine Lipgloss należy do drugiego typu – bardziej pomadkowego, takich używam częściej. Kolor 07 Big Night Out ładnie wykańcza mocny makijaż oka, ale pasuje też do delikatnie maźniętych tuszem rzęs. Podoba mi się ten wyraźnie widoczny, a jednak dyskretny kolor. Na pewno na bladych ustach w tonacji brzoskwiniowej będzie wydawał się całkiem konkretny. Cała seria XXXL Shine oszałamia różnorodnością odcieni. Stałam przy tej szafie z 10 minut i nie umiałam się zdecydować na jeden kolor – tyle ich tam było*!

Co jeszcze mogę o nim powiedzieć? Nie wysusza ust, ale nie ma też mowy o żadnym sensownym nawilżeniu. Nie ma właściwości natłuszczających (jak to zwykle u drugiego typu), więc na mrozie usta spierzchną, ale na szczęście przez kolejne pół roku to nie powinno stanowić problemu. Czytałam opinie nieco rozczarowanych dziewcząt, które narzekały na to, że nie widzą efektu powiększenia ust. Ani na samym błyszczyku, ani na stronie producenta nie ma informacji o tym, jakoby posiadał magiczne zdolności powiększające – rozmiar XXXL opisuje tylko skalę połysku, choć to chyba faktycznie mało udane określenie, bo – jak widać – wprowadza w błąd.

Z pierwszego spotkania z Essence wychodzę zadowolona, oby dalej było równie dobrze.


Plusy:
– dobra jakość w przystępnej cenie,
– duży wybór kolorów w serii XXXL Shine,
– łatwo się rozprowadza,
– nie śmierdzi.

Minusy:
– napisy na opakowaniu natychmiast się zdrapują.

Pojemność: 5 ml
Cena: 6,5–8 zł
Ocena: 5/6


*tyle ich tam było = 14 odcieni

5 komentarzy:

  1. Jak dobrze, ze ja juz wiem mniej wiecej jakich kolorow szukam - u mnie to mega roz, czerwien - nie ma mowy o jakims nude bo wygladam jak topielica.
    U Ciebie wyglada dobrze - w sam raz na wypad do piaskownicy, jak i u mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hyhy, niedoszła topielico, a w której piaskownicy urzędujesz z panną J.?

      Usuń
  2. o ja na Powislu - to daleko od Ciebie co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to niestety daleko, a w przypadku wyprawy z młodzieżą jeszcze dalej :( ale T. robi się coraz bardziej do rzeczy, więc niewykluczone, że za jakiś czas wpadniemy do Waszej piaskownicy :D

      Usuń
  3. Kolor fajny, ale niestety błysk jest nie dla mnie. :P

    Miłego dnia! :*

    OdpowiedzUsuń